NOC Z NIKODEMEM

NOC Z NIKODEMEM – ŻYLI WŚRÓD LUDZI I GŁOSILI SŁOWO BOŻE


IMAG1663W czasie kolejnej audycji NOC Z NIKODEMEM będziemy rozmawiać o tych, którzy „żyli wśród ludzi” i głosili Słowo Boże. O przyszłych błogosławionych męczennikach z Pariacoto – Ojcu Zbigniewie i Ojcu Michale.

Gościem audycji będzie o. Zbigniew Świerczek OFMConv – sekretarz ds. Misji Krakowskiej Prowincji Franciszkanów. Zapraszamy w najbliższy piątek 27 listopada o godz. 21.00 do radia nowohuckie.PL

O. Zbigniew był bardzo wrażliwy na cierpienie chorych, posiadał umiejętności organizacyjne i dar rozeznania rzeczywistości społeczno-politycznej. O. Michał natomiast darzył szczególną serdecznością dzieci i młodzież, w czym pomagał mu między innymi dar muzyczny, który wiedział, jak wykorzystać.

ZOBACZ STRONĘ BEATYFIKACJI: meczennicy.franciszkanie.pl

Ksiądz Łukasz: Razem ze mną jest ojciec Zbigniew Świerczek, sekretarz ds. misji krakowskiej prowincji franciszkanów.

Szczęść Boże Ojcze. Jesteśmy tu, w prowincji franciszkanów, niedaleko ronda Grzegórzeckiego, dlatego że już niebawem, 5 grudnia, będzie miała miejsce beatyfikacja dwóch franciszkanów – ojca Zbigniewa Strzałkowskiego i ojca Michała Tomaszka. Kim oni byli?

Ojciec Zbigniew: Najpierw mogę powiedzieć, że to byli moi koledzy z lat seminaryjnych. Z ojcem Zbigniewem byliśmy na tym samym kursie, ojciec Michał o jeden kurs niżej. Byli więc najpierw moimi kolegami, tak ich pamiętam. Wspominam ich też jako takich franciszkanów, którzy bardzo poważnie traktowali swoje powołanie zakonne i starali się naprawdę wiernie żyć tym powołaniem. Później trzeba wspomnieć ich działalność misyjną, dosyć wcześnie wyjechali, pracowali tylko 2 lata w Polsce, po święceniach, a potem już misje, misje w Peru. I tam też niestety krótko trwała ta ich misja, bo w roku 1898 w sierpniu przejęli parafię Pariacotto, a dwa lata później, nawet niecałe dwa lata, już obaj nie żyli. Zginęli za wiarę z rąk komunistycznej partii Peru „Świetlisty Szlak” (Sendero Luminoso). Dokładniej to był oddział zbrojny ludowej armii powstańczej, który właśnie 9 sierpnia 1991 roku wykonał na nich wyrok władz.

K.Ł.: Pariacotto to już teraz miejsce kojarzone nierozerwalnie z naszymi męczennikami, polskimi franciszkanami. Ale czym oni się tam zajmowali? Każdy miał jakąś misję do spełnienia, wyczytałem na pięknej stronie internetowej (www.męczennicy.franiszkanie.pl), że żyli wśród ludzi, głosili Słowo Boże, ale też podejmowali konkretnie działanie duszpasterskie, konkretną pracę duszpasterską.

O.Z.: Zakon przydzielił im parafię wiejską, do której należą 73 wioski. Parafia powstała przez połączenie 4 dawnych parafii – to była konieczność, brak księży zmuszał do tego, że biskup łączył mniejsze parafie w większe. Tak więc było ich tam trzech kapłanów – był z nimi jeszcze ojciec Jarosław Wysoczański, ale akurat w dzień ich śmierci był na wakacjach w Polsce, dlatego nie zginął. Ich praca to było głównie duszpasterstwo wiejskie z częstą koniecznością dojazdu do tych dalekich wiosek. Na szczęście wszyscy trzej byli młodymi ludźmi koło trzydziestki, wysportowanymi, także dawali sobie z tym radę. Trzeba pamiętać jeszcze o problemach wysokości. Pariacotto leży na wysokości 1200 m n.p.m., piękny klimat, przyjazny dla człowieka, ale ostatnie wioski należące do parafii to już 4000 m n.p.m. i jak się w jeden dzień przejdzie z jednego tysiąca, na cztery, to człowiek czuje porządną zadyszkę. W dodatku wtedy do tych wiosek nie było drogi, którą by można było podjechać sobie samochodem. Oczywiście mogli poruszać się samochodem terenowym, ale tylko kiedy nie padało, bo przy deszczu jest tak ślisko, że to jest niemożliwe. Dalej po prostu nie było dróg. Tylko ścieżka, po której można się było poruszać tylko na koniu, na mule, na ośle, zależy co dana wioska mogła zaoferować; była taka umowa, że jeżeli wioska miała swój odpust, to na ten odpust wtedy przywozili sobie ojca, więc jeden z mieszkańców koniem właśnie czy z jakimś innym tam wierzchowcem zjeżdżał na dół, do Pariacotto, zabierał ojca ze sobą, tam do góry. Taka wyprawa trwała cały dzień, natomiast sam odpust trwał trzy dni: wieczorna Msza w przeddzień odpustu, w sam odpust Msza z procesją uroczystą i później pożegnanie odpustu na trzeci dzień. Taki jest schemat obchodzenia fiesty. Więc tak przebiegało ich  życie. Każda taka wyprawa zajmowała sporo dni, bo kiedy tam misjonarz przybywał, a często w takiej wiosce był tylko raz do roku, musiał wszystko, co tylko dało się zrobić, zrobić od razu, jak w pigułce – i przygotowania do sakramentów i przeprowadzenie tych sakramentów po sam odpust, procesje, Msze.

Poza Pariacotto w pobliżu były także Huaraz, Pomabamba – większe wioski, do których był dojazd zwykłą drogą, samochodem, więc tam praca była bardziej intensywna. W Pariacotto Msza odbywała się codziennie, w innych bliskich wioskach raz na tydzień, czyli w każdą niedzielę. Ważne też było duszpasterstwo bardziej rozwinięte, czyli katecheza już taka normalna, regularna. Po za tym Pariacotto było też centrum formowania katechistów. Katechista to jest coś więcej niż katecheta, to jest taki ktoś, kto jest wychowany, przygotowany do bycia  takim liderem religijnym w swojej wiosce, który musi poprowadzić pogrzeb, modlitwy przy zmarłym, czuwanie, które się tam robi przez całą noc, musi, jeżeli jest taka pilna sytuacja, także i ochrzcić. Ponadto taki katechista może zebrać mieszkańców na Liturgię Słowa – jeśli ma w wiosce posłuch.

Ojciec Zbigniew był bardzo wrażliwy na cierpienie chorych, posiadał umiejętność organizacyjną i dar rozeznania rzeczywistości i społecznej i politycznej, zaś ojciec Michał miał taki dar szczególnej serdeczności do dzieci, do młodzieży. Wiem, że w Pariacotto jest też szkółka wyrównawcza, powstała chyba za czasów ojca Michała albo dopiero po jego śmierci męczeńskiej… To był człowiek, któremu pomagał też ten dar muzyczny – umiał z niego dobrze korzystać.

Te dary naturalne, które już jakoś tam w zalążkach mieli, oni rozwijali w czasie seminarium. Michał na przykład lubił właśnie angażować się w duszpasterstwo dzieci specjalnej troski, „muminków” –  wtedy tak ich nazywano, więc brał udział w katechezie, przygotowaniu do sakramentów, także w wakacyjnych wyjazdach do Sułkowic, gdzie najczęściej były organizowane. Uczył się kontaktu z dziećmi i wtedy też właśnie widział, jak bardzo pomaga w duszpasterstwie umiejętność gry na gitarze i takiej animacji. Później to, co rozwinął w trakcie seminarium, mógł zastosować już w tej dojrzałej pracy duszpasterskiej.

Ojciec Zbigniew natomiast w czasie seminarium bardzo się interesował ekologią, był jednym z założycieli ruchu ekologicznego św. Franciszka, który do dzisiaj istnieje. Wtedy interesował też się ziołami leczniczymi, więc wiedział, jak dbać o to zdrowie człowieka. Widzimy później  kontynuację, to ma ciąg dalszy – ojciec Zbigniew widzi ludzi, którzy są schorowani, którzy nawet mają rany nieopatrzone, to trzeba wyczyścić, to trzeba zabandażować – on właśnie takie podstawowe rzeczy potrafił zrobić. I polecić odpowiednie zioła na konkretne dolegliwości, to była duża pomoc dla mieszkańców.

K.Ł.: Pallotyni, kiedy się witają, mówią „Pax Christi” (pokój Chrystusa), franciszkanie „pokój i dobro”, a tymczasem nasi dwaj bohaterowie nie doświadczyli tego pokoju – spotkała ich śmierć męczeńska. Ojciec Zbigniew Strzałkowski w podaniu o przyjęcie do zakonu franciszkanów napisał: „pragnę służyć Panu Bogu w zakonie jako kapłan, w kraju lub na misjach, gdziekolwiek mnie Bóg powoła. Pragnę naśladować św. Franciszka i bł. Maksymiliana Kolbego”, zaś ojciec Michał Tomaszek napisał: „już od dawna jestem przekonany, że mam powołanie do kapłaństwa i zakonu, co miałem gruntownie przemyśleć w niższym seminarium duchownym w Lednicy, jeśli trzeba będzie dla sprawy Bożej złożyć ofiarę życia, to nie będę się wahał”. Odnosi się wrażenie, że oni, składając te podania, już wiedzieli, jak będzie wyglądało ich kapłaństwo. Jak ojciec myśli, czego oni nas tym nauczyli, nas – Polaków?

O.Z.: Najpierw sobie zadawałem pytanie, gdzie się tego nauczyli, żeby stać się męczennikiem, bo to wydaje mi się, to nie jest taka improwizowana sprawa, taki przypadek. Ostatnio przeczytałem wiadomość, że w Peru wyszła książeczka, która jest zbiorem katechez przygotowujących kościół peruwiański na tę beatyfikację. I tam jedna z katechez nosi tytuł „św. Maksymilian Kolbe, szkoła męczeństwa”. I to jest właśnie ta szkoła, szkoła męczeństwa, z której oni się uczyli. Maksymilian Kolbe był jednym z ich mistrzów. Wracam do tamtych lat i przypominam sobie, że akurat to był czas, kiedy przygotowało się do kanonizacji św. Maksymiliana, 1982 rok, więc myśmy na nowo sobie odświeżali znajomość jego pism, uczyli się, w jaki  sposób można potraktować swoje życie i swoją wiarę, żeby wyznawać aż do końca, aż do ostatnich granic. I widzimy – Zbyszek napisał wprost w swoim podaniu oddanie przez podobieństwo do św. Maksymiliana, natomiast Michał w swoim podaniu pisze także, że chciałby zdobywać świat dla Chrystusa przez Niepokalaną. To jest dokładny cytat ze św. Maksymiliana, to jest jego idea rycerstwa Niepokalanej. Można więc powiedzieć, że oni się tego uczyli, a teraz my widzimy w nich przykład, stali się nauczycielami męczeństwa dla kościoła w Polsce i w Peru, bo to są te dwa kościoły – jeden, który ich wydał, a drugi, który ich przyjął. Są takimi nauczycielami dla naszego zakonu, to znak, który my tez powinniśmy odczytać dla naszych misjonarzy, a ci misjonarze z krakowskiej prowincji to jest spora grupka, to jest 50 ludzi w tym momencie, którzy są w Boliwii, Peru, Paragwaju, Ugandzie, na Ukrainie, w Uzbekistanie, Rosji, Albanii. Oni też słyszą, analizują tę naszą piękną stronę męczennika. Dzięki temu ich praca misyjna praca nabiera coraz lepszej jakości.

K.Ł.: Ojcze Zbigniewie, co ojciec myśli, kiedy słyszy, że jego współbracia już za chwilę zostaną beatyfikowani, takie pierwsze uczucie?

O.Z.: Nie spodziewam się, żebym w ten sposób, mając „znajomości w niebie”, jakoś przez to mógł liczyć na ulgi specjalne, ale to jest jakaś wskazówka też, że myśmy się wychowali w tych samych warunkach, więc owoce powinniśmy dać przynajmniej podobne. To jest taka mobilizacja, żeby tak dbać o ten poziom życia franciszkańskiego, duchowego, by rozwijać także tego ducha misyjnego w naszej prowincji.

K.Ł.: Polska też przygotowuje się do beatyfikacji chociażby przez ostatni koncert, który miał miejsce tu, w Krakowie. Co będzie towarzyszyć tej beatyfikacji, co franciszkanie przygotowali właśnie z okazji tej beatyfikacji swoich współbraci?

O.Z.: Przede wszystkim to nie jest taka działalność tylko na teraz, bo już od chwili ich śmierci było widać, po tym jak ludzie reagowali tamtejsi mieszkańcy, że to będzie proces beatyfikacyjny, tamtejszy biskup nie miał wątpliwości, on z resztą był tym, który zainicjował ten proces, on dbał też o to, żeby proces postępował. Myśmy się do tego przyłączyli, więc to trwa już ponad 20 lat. Przez ten czas my robiliśmy obrazki z naszymi misjonarzami męczennikami, wychodziły książki na ich temat, a w tym ostatnim czasie to już właśnie takie bardziej intensywne działania, skierowane na cały Kościół, żeby wyprodukować odpowiednie materiały drukowane, elektroniczne, medialne, żeby stworzyć pewną bazę i fotograficzną, i tekstową, która mogłaby służyć mediom, ułatwić pracę i dotrzeć do szerszego grona. To ciągle trwa, plakaty, rozsyłanie materiałów do każdej diecezji, do każdej parafii, to wszystko jest właśnie w tej chwili też robione. A w dzień beatyfikacji będziemy też starali się także w Polsce równolegle z tamtejszą beatyfikacyjna, w tym samym czasie, też być przy ołtarzu, też złączyć się z Bogiem, z niebem, nawet bez telewizji czy radia, tylko tak bezpośrednio, więc taka łączność duchowa z tym, co się będzie działo w Chimbote. Bo, warto wspomnieć, że właśnie w Chimbote będzie miała miejsce sama ceremonia – na stadionie stulecia, który mieści 28 tysięcy ludzi. Już czytałem w Internecie, że 22 tysiące wiernych już jest zapisanych. Oczywiście znakomita większość to są parafie z terenu samej diecezji, trochę gości z całego Peru i zagranicy.

K.Ł.: Z Polski wybiera się delegacja?

O.Z.: Myśmy poprosili, żeby w tej grupie byli krewni tych naszych misjonarzy, a także niektórzy biskupi. Jest delegacja franciszkanów, są tam prowincjałowie, którzy brali udział w całym tym wydarzeniu misyjnym, jakim było zakładanie misji w Peru, będą wychowawcy tychże naszych braci, którzy ich formowali tutaj, w seminarium. Będzie trochę też innych przedstawicieli różnych naszych parafii. Także wyjeżdżamy i są dwie grupy, które my jakoś bardziej organizowaliśmy, ale są też inne grupy zorganizowane przez biura podróży w Polsce, także ponad 200 Polaków tam się spodziewamy. To nie jest dużo, 200 na 28 tysięcy, ale zawsze będą widoczni.

K.Ł.: Proszę powiedzieć, jak my możemy włączyć się w tę beatyfikacje?

O.Z.: Takie najlepsze włączenie się to wzięcie udziału na żywo w jednej z tych ceremonii, które odbędą się we Wrocławiu, jest też Legnica, Pieńsk, Rychwałd, no i Kraków – tutaj oczywiście Bazylika i Msza z ks. Kardynałem Dziwiszem. A także inne parafie franciszkanów konwentualnych też będą organizowały takie Msze. Będzie też m.in. Zawada, diecezjalna parafia związana z miejscem urodzin Ojca Zbigniewa Strzałkowskiego, w której on się kształtował. Także Łękawica, która jest miejscem urodzin Michała… Więc też na tych terenach będzie okazja do takiego włączenia się na żywo, bezpośredniego przeżywania tego wydarzenia. Oczywiście nie powinno się to skończyć na tym jednym momencie, ale ten owoc krwi męczenników powinien być stawać się widoczny w postaci nowych chrześcijan i koniecznej działalności misyjnej, mieć swoje miejsce w jakości życia chrześcijańskiego wszystkich nas, żebyśmy też poczuli taki zapał, żeby wierzyć i traktować naszą wiarę z taką energią, z takim poświęceniem, z taką wiernością. Żebyśmy nie byli letni, ale naprawdę gorąco oddani Panu.

K.Ł.: Już na koniec chciałbym wrócić do Pariacotto, jak tam sytuacja polityczna teraz wygląda? Jak wygląda to duszpasterstwo, gdzie pracowali ojciec Zbigniew, ojciec Michał, jak również ojciec Alessandro, który również zginął? Doczytałem też, że zginął także burmistrz…

O.Z.: W tamtym czasie, w ten sam dzień, zginął wójt. Dzisiaj byłoby to już miasteczko, więc teraz nazwalibyśmy go burmistrzem. Zginął wtedy, bo też złapali go terroryści i wiedzieli, że on sprzyjał naszym misjonarzom, że też działał „w tej samej linii”, więc uznali, że także zasłużył na śmierć. A ojciec Alessandro Dolli, z diecezji Bergamo we Włoszech, zginął dwa tygodnie po naszych misjonarzach. Dlatego też, ponieważ stało się to w tej samej diecezji Chimbote, biskup zdecydował, że proces beatyfikacyjny dla tych trzech odbywa się wspólnie, beatyfikacja też będzie wspólnie.

Sytuacja polityczna bardzo się zmieniła w Peru, bo już rok po śmierci naszych braci został ujęty szef komunistycznej partii Peru „Świetlisty Szlak” Abimel Gusman, razem z innymi przywódcami ruchu. Dzięki temu od razu działalność terrorystyczna bardzo spadła. Obecnie to już całkowicie wygasło. Wiadomo, że zwolennicy tej partii dalej tam są, próbują też na uniwersytetach dalej szukać następnych swoich adeptów, ale sytuacja w kraju zmieniła się, kiedy skończyła się tam wojna domowa, która trwała kilkanaście lat, przyniosła 70 tysięcy ofiar ludzkich, wielkie zniszczenia gospodarcze. Wtedy, kiedy to się skończyło, Peru wystartowało z dużą energią, ekonomicznie widać ten rozwój na każdym kroku, także i dzisiaj ludziom tam się dużo lepiej żyje. Samo Pariacotto jest nie do poznania. Ci, którzy tam pojadą przy okazji beatyfikacji, zobaczą zupełnie coś innego. Tamto dawne Pariacotto można już tylko oglądać na filmie (np. „Czas zakręcony”, film z 1993 roku). Dzisiaj jest duży rozwój i duży spokój, można pracować bezpiecznie.

K.Ł.: Już miałem kończyć, ale sam ojciec przywołał ten temat.. Został przygotowany film z powodu tej beatyfikacji, który będzie wyemitowany w przeddzień beatyfikacji w telewizji polskiej.

O.Z.: Tak, nowy film, w reżyserii Krzysztofa Tadeja, który powstał w tym roku. Ja już go oglądałem, dostaliśmy zaproszenie od telewizji na prapremierę i taką promocję tego filmu. Rzeczywiście zrobił wrażenie na zebranych, wielu się przyznało, że dusiło ich w gardle, bo rzeczywiście to były przejmujące świadectwa tych krewnych, a także innych osób. Warto obejrzeć ten film w telewizji właśnie. W Jedynce będzie wyświetlany w przeddzień beatyfikacji, czyli w sobotę, 4 grudnia, o godzinie 20.25, a później będzie powtórzony w niedzielę w rano i pewnie jeszcze później od czasu do czasu się pojawi. Dobrze będzie sobie w ten sposób także przypomnieć i uświadomić wielkość tamtego wydarzenia, tego świadectwa naszych misjonarzy.

K.Ł.: Moim i  państwa gościem był ojciec Zbigniew Świerczek z sekretariatu ds. misji prowincji krakowskiej. Dziękuję za rozmowę.

O.Z.: Ja także dziękuję i życzę dużo wiary – tak mocnej jak wiara naszych męczenników!